Dziś chwilę o trudnych emocjach, które, no cóż…, są trudne. Sprawiają dyskomfort, ból, uwierają, gryzą, gniotą, zioną pustką.

Niewygoda związana z ich pełnym doświadczaniem sprawia, że często wolałybyśmy i wolelibyśmy ich nie czuć – pragnąc zagłuszyć je, znieczulić się, wyrzec się ich istnienia. Prawda trudna podobnie jak owe emocje jest jednak taka, że wypieranie przynosi zazwyczaj odwrotny skutek. Nieprzyjemne wracają do nas jak bumerang ze zdwojoną siłą. A kiedy odcinamy się od przykrych emocji, jednocześnie znieczulamy się też i obojętniejemy w reakcji na te przyjemne, nie mogąc kosztować ich w pełni.

Poza tym życie bez negatywności nie jest możliwe – problemy, wyzwania i cierpienie są jego częścią, od której nie da się uciec. Negując ich istnienie bylibyśmy niczym clown ze sztucznie wymalowanym na twarzy uśmiechem – mało wiarygodni, mało autentyczni, mało ludzcy.

Barbara Fredrickson w swojej książce „Pozytywność” stosuje metaforę łodzi żaglowej, która bardzo do mnie trafia. Kiedy patrzymy na łódź, spostrzegamy, że nad wodą znajduje się ogromy maszt i żagiel. To nasza pozytywność – całe dobro, które nas spotyka i które umożliwia chwytanie wiatru w żagle. Poniżej linii wody znajduje się kil ważący czasem nawet kilka ton. On symbolizuje nasze negatywne doświadczenia. Osoba, która kiedykolwiek żeglowała, wie, że bez kila nie jest to możliwe ani bezpieczne – grozi wywróceniem łodzi lub też skazuje ją na dryfowanie bez celu. Podobnie byłoby z naszym życiem, gdyby udało się magiczną gumką do ścierania, usunąć i wymazać z niego negatywność  – dryfowalibyśmy bez bliżej określonego kierunku.

Emocje, zarówno te tzw. pozytywne, jak i negatywne, są jak latarnia morska. Wskazują nam odpowiedni kierunek, motywują nas do działania. I to właśnie trudne emocje sygnalizują nam, że jakieś nasze ważne potrzeby nie są zaspokojone, że ktoś przekracza nasze granice, że jakieś działanie narusza lub odsuwa nas od naszych wartości, chronią nas przez powtarzaniem tych samych błędów.

Kluczowe staje się wtedy dla mnie pytanie, które zaczerpnęłam od Susan David – WHAT THE FUNC?

Jaki jest cel tej emocji? O czym mnie ona informuje? Jaka wiadomość skrywa się pod owym żalem, lękiem czy frustracją?

Jak pisze David: „Gdy przestajemy starać się o to, by usuwać stresujące uczucia, lub zagłaskiwać j pozytywnymi afirmacjami albo racjonalizacjami, mogą nam one przekazać cenne lekcje”.

.