W pędzącym wciąż naprzód świecie, daliśmy sobie wmówić, że wykonywanie kilku czynności jednocześnie to nieodzowna kompetencja 🤹‍♂️ . Bombardowani bodźcami, zadaniami, informacjami staramy się przetworzyć i przeanalizować gigantyczne ilości danych.

Zwykle myślimy o wielozadaniowości w kontekście pracy, jednak dotyczy ona wszystkich dziedzin życia. Prędkość zmian w niemal wszystkich jego sferach – technologii, mediach, ekonomii, demografii, transporcie – oraz konieczność nieustającego monitorowania sensorycznej kakofonii naszej codzienności, szczególnie w wielkich miastach, wywiera ogromną presję na sieci neuronowe zaangażowane w monitorowanie świata.

Dajemy się złapać w pułapkę multitaskingu, skazując sami_e siebie się na nieuchronną porażkę. Bo multitasking to wielka ściema – jeden z największych neuromitów naszych czasów. Z ewolucyjnego punktu widzenia jest po prostu niemożliwy – ludzki mózg został bowiem stworzony do monotaskingu. Nasze mózgi nie nadążają za rozwojem naszej cywilizacji i nie są w stanie skutecznie wykonywać jednocześnie wielu zadań, które wymagają naszego przetworzenia poznawczego, a nie jedynie automatyzmów. Odejście od skupienia się na jednym zadaniu prowadzi do dysonansu poznawczego i stresu, ponieważ jest to sprzeczne z ewolucyjnym przetwarzaniem neuronalnym.

Jeśli dodamy do tego wpływ najczęstszych złodziei naszej uwagi czyli smartphonów, przestaje dziwić że wraz z ich popularyzacją oraz eksplozją mediów cyfrowych, wielozadaniowość stała się niemal wszechobecna. Być może nawet czytając ten wpis jednocześnie wykonujesz inną czynność – jesz posiłek, czekasz w kolejce, uczestniczysz w mało angażującym spotkaniu online. Lecz, czy jesteś w tych czynnościach obecny_a w pełni? Czy zauważasz smak, kolor i fakturę jedzenia, które masz na widelcu? Słyszysz i zapamiętujesz słowa, które padają lub ze zrozumieniem przetwarzasz te, które czytasz? Czy też to, czego doznajesz przelatuje trochę jak woda przez sito? Jednym uchem wpada a drugim wypada?

Co więcej, nasza uwaga została niejako i „utowarowiona” –  nasze skupienie i czas stały się towarem komercyjnym, o który rywalizują najwięksi reklamodawcy w ramach zjawiska, które często określanie jest  „ekonomią uwagi”. Polskie nastolatki korzystają z internetu średnio 5 godzin i 36 minut w dni powszednie, a w weekendy to aż 6 godzin i 16 minut. Jest więc się o co bić.

Coraz częściej łapiemy wiele srok za ogon, tak naprawdę nie robiąc nic na 100% swoich możliwości. Badania wskazują, że jedynie ok. 2.4% ludzi na świecie rzeczywiście potrafi skutecznie wykonywać wiele zadań jednocześnie. Co więcej, większość z nas znacząco przecenia swoją umiejętność multitaskingu. W rzeczywistości to, co robimy to bardziej task-switching czyli przełączanie się pomiędzy zadaniami w krótkich odstępach czasu. Budowa naszego mózgu i nasze funkcjonowanie poznawcze po prostu nie umożliwiają nam uważnego wykonywania dwóch lub więcej czynności jednocześnie. To właśnie dlatego tak niebezpieczne jest chociażby korzystanie z telefonów komórkowych bez zestawu głośnomówiącego podczas prowadzenia samochodu – obie te czynności wykonujemy wprawdzie nawykowo i niemal automatycznie, lecz nasze pełne skupienie możemy skierować tylko na jedną z nich.

Wielozadaniowość czy też raczej przełączanie się pomiędzy zadaniami niesie za sobą nieuchronną utratę produktywności i energii:

zmniejsza dokładność naszego działania

spowalnia działanie – niektóre badania wskazują nawet na 40% utraty czasu, który moglibyśmy przeznaczyć na skupienie nad jednym zadaniem

zwiększa liczbę błędów

 przyczynia się do zwiększonego poziomu stresu – przeciąża nasze mechanizmy reagowania na stres. A ów stres z kolei może negatywnie wpływać na dalszą zdolność do koncentracji, podejmowania decyzji i przetwarzania informacji.

może wpływać na zdrowie psychiczne, prowadząc do stanów lękowych czy wypalenia zawodowego

 „Każda czynność jest rytuałem, ceremonią” pisał z pewną emfazą w „Cudzie uważności” Thich Nhat Hanh. Kiedy pielęgnujemy świadome skupienie na wykonywanym działaniu, możemy czerpać z niego pełną przyjemność. Tylko całkowita uważność, zanurzenie z danej czynności daje nam możliwość osiągnięcia tzw. stanu flow – maksymalnego zaangażowania w dany proces połączonego z jednoczesną ekscytacją i frajdą z wykonywanego zadania.

Dzięki uważności możemy też wyłączyć naszego „autopilota”, który wtłacza nas w ramy sztampowych, sprawdzonych, szybkich rozwiązań, odziera z kreatywności, odbiera dbałość o szczegół, a także utrudnia nam zmianę nawyków, które nam już nie służą.

A jednak monotasking jest prosty, lecz niełatwy. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę obowiązujący powszechnie kult zajętości, który bywa mylnie utożsamiany z produktywnością. Warto jednak pamiętać, że nie ten, jest efektywny, kto dużo robi, lecz ten, kto robi z uważnością. Wierzę, że w dzisiejszym świecie biznesu jest miejsce na uważność nie tylko na to, co robimy, ale też i na siebie nawzajem.