Nie wiem, jak wy, ale ja jestem świetna w myśleniu. Bywa, że mustangi moich myśli pędzą jak szalone. W sytuacjach stresu, gdybym jej na to pozwoliła, moja głowa z dużym prawdopodobieństwem chciałaby myśleć niemal bez ustanku. Analizować, planować, główkować, rozpamiętywać. Co mi pomaga, by nie dać się porwać fali nadmiarowych myśli?

🫁 kierowanie uwagi w stronę oddechu, wydłużenie wydechu

👂🏻👁👃zaangażowanie zmysłów poprzez nazwanie odczuć, jakich doświadczam – dźwięków, zapachów, obrazów, smaków

🔍 świadoma obserwacja myśli. Pomaga mi w niej wizualizowanie ich jako chmur na niebie albo ciekawych eksponatów w muzeum. Zaciekawiam się nimi na chwilę („o, myśl X!”), przyglądam i daję odpłynąć lub przechodzę do kolejnego eksponatu.

🤔 dystansowanie się od myśli poprzez stwierdzenia w stylu „mam myśl, że…”, „zauważam u siebie myśl, że…”. Dzięki temu nie sklejam się z moimi myślami, nie utożsamiam z nimi, a przede wszystkim nie wierzę im bezkrytycznie. Moje myśli nie są mną.

🤡 w przypadku natrętnych albo krytycznych myśli pomaga też powiedzenie ich wyjątkowo głupim głosem. Ja zatykam wtedy nos palcami i wypowiadam ją na głos. Brzmi tak niedorzecznie, że ciężko dać jej wtedy wiarę.