Przedwyborcza gorączka oraz dyskusja na temat deklarowanej chęci udziału w wyborach (lub jej braku) skłoniły mnie do refleksji w ważnym dla mnie temacie sprawczości.
Stephen Covey w kultowej już niemal książce „7 nawyków skutecznego działania” pisze o dwóch kręgach – tzw. kręgu zainteresowania oraz wpływu.
Nasz krąg zainteresowania to wszystko to, co nas zajmuje. Zazwyczaj jest on dość szeroki – rodzina, zdrowie, praca, sytuacja społeczno-ekonomiczna, polityka etc. Kiedy przyjrzymy się tematom umieszczonym w tym kręgu dla każdej_go z nas, zauważymy, że nad wieloma nie mamy (prawie) żadnej kontroli, podczas gdy w wypadku innych możemy podjąć jakieś działania. Te drugie stanowić będą nasz krąg wpływu czyli to, co realnie możemy zmieniać i kształtować.
Kiedy koncentrujemy swoje wysiłki na kręgu wpływu, proaktywnie działamy w tych sferach, w których możemy coś zrobić. Nasza energia i wytrwałość stopniowo poszerzają nasz krąg wpływu, dzięki czemu wzmacniamy sprawczość i poczucie sensu.
Gdy zaś skupiamy się na okolicznościach, nad którymi nie mamy władzy, na błędach innych ludzi, które pozostają poza naszą kontrolą, czeka nas frustracja i niepowodzenie. Rosnąca negatywność, marnotrawienie energii na rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zmienić przy jednoczesnym zaniedbaniu obszarów, w których możemy coś zrobić, sprawiają, że spalamy się. A w konsekwencji powodujemy kurczenie naszego kręgu wpływu.
Jeśli zatrzymamy się na chwilę, by odpowiedzieć sobie na pytanie, któremu kręgowi poświęcamy najwięcej czasu i energii, możemy dużo dowiedzieć się o sobie samych. Może okazać się bowiem, że skupiając się jedynie na wielkich osiągnięciach, celach czy wizjach, często poza naszą kontrolą, niejednokrotnie skazujemy się nieuchronną na frustrację i zawód.
Odpowiada za to między innymi tzw. „reality gap”. To rozdźwięk pomiędzy rzeczywistością, jakiej pragniemy, a rzeczywistością, jakiej doświadczamy. Najlepiej zjawisko to oddają chyba internetowe memy w stylu „oczekiwania vs rzeczywistość”. W pogoni za nieuchwytnym szczęściem, bez względu na nasz stan posiadania, wpadamy w pułapkę „reality gap” pragnąc więcej niż to, co przynosi nam życie. Im większa przepaść między naszymi oczekiwaniami a realną sytuacją, tym większe rozczarowanie.
Moim zdaniem za kreowanie owej przepaści odpowiedzialna jest po części kultura osiągania, w której żyjemy. Kultura ta główną wartość pokłada bowiem w wyniku. Nagradza za rezultat, nie za wysiłek. Ceni efekt końcowy, zwrot z inwestycji, a nie proces. Na świeczniku stawia cel podroży, lekceważąc drogę „ku”. To z kolei przekłada się na brak poczucia sensu i wpływu – jeden z najsilniejszych demotywatorów i czynników prowadzących do wypalenia zawodowego, bezradności (także tej wyuczonej), stagnacji, bezsilności.
Jest na to jednak sposób. Jak pisze Russ Harris w swojej książce „Pułapka szczęścia. Jak przestać walczyć i zacząć żyć”, każdego dnia możemy wzmacniać poczucie sprawczości poprzez najmniejsze nawet wybory zgodne z naszymi wartościami, z tym, jak chcemy traktować siebie, ludzi i świat wokół nas. Wybory w zgodzie ze sobą i z tym, w co wierzymy przybliżają nas do tego, kim chcemy być w konsekwencji zwiększając poczucie wpływu, kontroli i sprawczości.
Kiedy praktykujemy sprawczość poprzez codzienne czynności, zwiększamy szanse na poszerzanie naszej strefy wpływu poprzez konkretne działania, realną pracę rąk, nóg czy poprzez nasze słowa.
Jak wygląda to na konkretnych przykładach z mojego własnego życia?
📌 Kiedy podnoszę z plaży porzuconą plastikową butelkę albo idę na zakupy z torbą wielokrotnego użytku mam niejednokrotnie poczucie bezsensu. Nie rozwiążę przecież problemu wszechobecnego na świecie plastiku.
Ale robię to, na co mam wpływ. Pomaga mi, gdy skupiam się na sumie małych kroków. Decyzję o rezygnacji z wody butelkowanej podejmowaliśmy w moim gospodarstwie domowym ok. 6 lat temu. A zatem policzmy – 6 lat x min. 2 butelki dziennie x 365 dni w roku x 37 g (średnia waga butelki PET 1,5 l) = 162 060 g. Okazuje się, że tym niewielkim działaniem oszczędziliśmy naszej planecie zużycie ponad 162 kg plastiku.
📌 Kiedy idę na wybory, prawdopodobnie nie zmienię oblicza polskiej polityki.
Ale robię to na, co mam wpływ. Zabierając moją córkę do lokalu wyborczego, słuchając jej i licząc się z jej zdaniem uczę ją, że jej głos ma znaczenie. Mam nadzieję, że jako pełnoletnia już osoba nie zasili szeregów tych blisko 50% młodych kobiet w naszym kraju które uważają, że ich głos się nie liczy i nie biorą udziału w wyborach. Kiedy ja sam oddaję głos na kandydata_tkę, który_a deklaruje wartości zbieżne z moimi, poszerzam swoją strefę wpływu.
📌 Kiedy wybieram pracę trenerską nie zmienię na masową skalę sposobu pracy wielkich korporacji i organizacji. Ale robię to, na co mam wpływ. Pracując z menadżerami_kami w dużych firmach, organizacjami humanitarnymi, nauczycielami_kami i edukatorami_kami w naszym kraju, szerzę kompetencje, idee i wartości, które są dla mnie ważne.
📌 Kiedy piszę tu do Was z nadzieją, że znajdziecie tu jakąś inspirację czy impuls do rozwoju czy refleksji, robię to, na co mam wpływ. Dzielę się tym, co cenię i uważam za wartościowe.
Kropla w morzu potrzeb, pomyślisz. Być może. Ale też kropla drąży skałę i już jedna kropla może wywołać tzw. „ripple effect”, efekt falowania.
Jak ty możesz poszerzać swoją własną strefę wpływu❓
✅ oddając głos w wyborach
✅ przekazując 1% swojego podatku na rzecz organizacji, która promuje i wspiera ważne dla ciebie działania
✅ oddając krew lub rejestrując się jako dawca szpiku
✅ biorąc udział w wolontariacie
✅ segregując śmieci czy oszczędzając wodę i inne zasoby
✅ stając w obronie jakiejś wartości lub idei
✅ stawiając granice nawet wtedy, gdy to trudne
Możesz też zobaczyć na który krąg poświęcasz aktualnie swoje zasoby i energię – krąg zainteresowania poza twoją kontrolą czy też realny krąg twojego wpływu.
